Wybierz swój język

Rebranding

Zapraszam na kolejny wpis z cyklu „kawa z product compliance", czyli szczypta humoru oraz odrobina wiedzy z zakresu product
compliance. 
Dziś zamiast ciasteczka do kawy serwuję słodzony sucharek czyli znane i dość często powtarzane zagadnienie „rebranding"😊

Mój najstarszy syn został na dwa dni w domu z katarem. Od kolegów dostał zdjęcia notatek z ich zeszytów. Miał mały problem ze
zrozumieniem matematyki (no cóż, humanista), więc spojrzałem do przepisanych notatek i znalazłem błąd w zadaniu domowym. Syn
stwierdził, że to nie jego błąd i okazało się, że „w rozbiegu" przepisał notatki oraz zadanie domowe. Zaczął się więc tłumaczyć a ja na to, że nie podpisał nigdzie czyje było to rozwiązanie. W związku z tym, to on ponosi odpowiedzialność za to, co ma w swoim podpisanym zeszycie.

Ta sytuacja przypomina mi często sytuację, gdy produkt podlega tzw. „rebrandingowi". Otrzymuje on nową tabliczkę znamionową, nazwę i
informację o producencie (lub importerze). Jednak na moje pytanie jak wygląda źródłowa dokumentacja produktu (specyfikacja, BOM, schematy, rysunki, raporty z testów, certyfikaty komponentów oraz produktu itp.) dostaję zazwyczaj odpowiedź: „Ale to nie nasz produkt! My go tylko sprzedajemy pod naszą nazwą i logiem". Niestety to tak nie działa. Za produkt jest odpowiedzialna osoba/firma wprowadzająca go na rynek, czyli ta, która go „podpisuje". W razie kontroli lub problemów z produktem, to właśnie nowy właściciel (ten podpisany) musi dostarczyć pełną  dokumentację techniczna produktu. Dlatego trzeba mieć zawsze dostęp do danych źródłowych, aby móc udowodnić to, co się zadeklarowało. Inaczej można mieć problemy... czego oczywiście nikomu nie życzę.
Za to życzę wszystkim zdrowia, miłego piątku oraz zgodności w dokumentacji :)